music cafe | galeria | tenis | kolarstwo | aktualności | księga gości

mtb • szosa • turystyka

  MTB

  Szczecin 23.09.2007 r. Gryf Maraton MTB - Finał.

   Niestety, tym razem nie zająłem dogodnej pozycji na starcie. Z Jankiem Dymeckim byliśmy w środkowej części peletonu i gdy

   startowaliśmy, Jasiu obliczył, że mamy około 20 sekund straty do czołówki. Moi najgroźniejsi rywale byli przede mną, ruszyłem

   zatem w pogoń za nimi, a szczególnie za Wojtkiem. Na asfaltowym podjeździe zdołałem się przebić do przodu na tyle, że na

   szczycie miałem już Wojtka w zasięgu wzroku. Jak to zazwyczaj u mnie bywa, na początku maratonu jechało się dosyć ciężko,

   z wielkim trudem, ale zbliżałem się do mojego rywala, gdy już byłem za jego plecami, dojechaliśmy do miejsca, gdzie wszyscy

   schodzili z rowerów, w tym momencie Wojtek z zaciekawieniem obejrzał się za siebie, wzrok skierował w dalszą perspektywę,

   w tym momencie z uśmiechem powiedziałem, że tutaj jestem:). Oczywiście, zaraz musiałem się wytłumaczyć, dlaczego nie

   startowałem na dwóch poprzednich edycjach:). Dalej pojechaliśmy razem w grupce, w której rozpoznałem zaciekle walczącego

   Wojtka Kadrzyńskiego, pomyślałem sobie, że jednak "ciągnie wilka do lasu". Po przejechaniu kilku kilometrów, gdy już zacząłem

   łapać odpowiedni rytm jazdy, na jednym z podjazdów zaatakowałem odłączając się od moich kolegów z grupy, zacząłem

   wyprzedzać kolejnych zawodników. Po jakimś czasie dogoniłem kilkuosobową grupę w której jechał Jasiu. Podniecony tym

   faktem, że idzie mi dobrze, odjechałem w pogoni za lepszym wynikiem, w ten sposób dotarłem do Piotra Jankowskiego, dołączył

   też do nas Daniel Śmieja, co mnie ucieszyło, bo znam tego fanatyka ekstremalnego kolarstwa. Zamieniliśmy kilka zdań

   i skupiliśmy się na jeździe, tempo narzuciliśmy dosyć duże, w pewnym momencie, podczas omijania kolejnych kolein tak

   nieszczęśliwie zjechałem w bok, że gruba gałąź weszła mi w szprychy przedniego koła, przewróciłem się, ale szybko wstałem,

   wyciągnąłem gałąź, obejrzałem koło i zadowolony, że mogę dalej jechać wsiadłem na rower, a tu następna niespodzianka.

   Łańcuch wkręcił się między tryby, myślałem, że to już koniec mojego ścigania w tym maratonie, jednak powoli naprawiłem

   defekt i ruszyłem w pogoń za Danielem i Piotrem. Odjechali mi już daleko, bo straciłem z nimi kontakt wzrokowy, po kilku

   kilometrach morderczej pogoni dołączyłem do nich i znów "było nas trzech...". Za jakiś czas Daniel złapał gumę i musieliśmy się

   rozstać. Razem z Piotrem na kilka kilometrów przed metą dogoniliśmy kolejną grupę zawodników, od tego momentu zacząłem

   jechać bardziej asekuracyjnie, żeby utrzymać, tę pozycje do mety. Piotr, będąc na swoim terenie, czuł się bardziej pewnie

   i odjechał do przodu. Ja natomiast dogoniłem młodego chłopaka z Koszalina, który stwierdził, że już chyba na poprzednim

   maratonie jechaliśmy razem i faktycznie przyznałem, że tak było. Razem szczęśliwie dojechaliśmy do mety.

   To był mój ostatni start w sezonie 2007 w MTB, brałem udział w czterech edycjach Gryf Maratonu, zajmując cztery razy drugie

   miejsca, przegrywając tylko z rewelacyjnym Rafałem Dymkiem - najlepszy zawodnik klasyfikacji generalnej. Zrezygnowałem

   z rywalizacji w generalce, decydując się na odpuszczenie sobie startu w Połczynie Zdroju czego nie żałuję:). Z wszystkich edycji

   maratonów Gryfa, w których brałem udział jestem zadowolony. Miniony sezon dostarczył mi mnóstwo emocji, adrenaliny

   i niezapomnianych chwil. Każdy maraton był inny i miał swoją dramaturgię. Bardzo zadowolony również jestem z wjazdu na

   Śnieżkę w czasie 1:11:05. Pozdrawiam wszystkich znajomych, z którymi mogłem rywalizować podczas tegorocznych maratonów

   oraz organizatorów poszczególnych imprez na czele z "Dyrem"!!!

   Dystans 70 km. Czas przejazdu 2:59:12. Kategoria M4 - 2 Miejsce.

   Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton-mtb.pl/

   Photo by "Diana".

 

  Karpacz 05.08.2007 r. XVII Wyścig w Kolarstwie Górskim - Śnieżka up hill race non stop góra.

   Raz w roku udostępniona jest dla rowerzystów droga prowadząca z Karpacza na Śnieżkę, w tym dniu organizowany jest w/w

   wyścig kolarski. O tej bardzo interesującej imprezie dowiedziałem się przypadkiem od Artura Barańskiego, podczas pobierania

   od niego nauki jazdy na nartach. Podczas naszej rozmowy między kolejnymi zajęciami okazało się, że również jest

   zapalonym kolarzem i startuje w wielu wyścigach, a nawet Mistrzostwach Polski Mastersów. Już wówczas w lutym

   zaplanowałem wjazd na Śnieżkę. Jak dla mnie wyzwanie było duże, więc postanowiłem spróbować. Dzień przed zawodami

   przyjechałem do Karpacza, spoglądałem na szczyt Śnieżki, zadawałem sobie pytanie: "czy dam radę?". Czułem wielki

   respekt i obawę...

   Start honorowy był spod "Bacówki", skąd przejechaliśmy do centrum Karpacza Dolnego w okolice Domu wypoczynkowego

   "Bochus". Nie wiem, jak to się stało, ale wszyscy zawodnicy nie zatrzymali się w miejscu startu ostrego tylko pojechaliśmy

   dalej za pilotem. Po dwóch kilometrach zaciętej walki zawrócono nas do miejsca startu, tam odczekaliśmy jeszcze kilka

   minut i przy aplauzie zgromadzonych turystów ruszyliśmy na szczyt Śnieżki główną ulicą Karpacza, oklaskiwani przez

   ludzi zgromadzonych przy krawężnikach zamkniętej dla ruchu ulicy. Czułem się wówczas jak prawdziwy zawodowiec:).

   Cel, jaki sobie założyłem przed wyścigiem, to wjechać na szczyt w jak najkrótszym czasie nie zsiadając z roweru.

   Przez cały dystans starałem się jechać w jednym tempie, nie szarżowałem już tak jak w Podgórzynie. Miejscami nachylenie

   wynosiło około 30%, tak mi się przynajmniej wydawało:). Od momentu zjazdu z asfaltu przy Świątyni Wang w Karpaczu cały

   pozostały odcinek trasy to droga brukowa z wieloma nierównościami, aż tak bardzo tego nie odczuwałem z powodu małej

   prędkości, ale mimo wszystko trzeba było uważać. Jak zwykle podczas tego typu zawodów, czyli wyścigu pod górę wysiłek

   był morderczy. Moje średnie tętno wyniosło 180, takiego wyniku jeszcze nigdzie wcześniej nie osiągnąłem. Najtrudniejsza

   była końcówka, gdzie jakość bruku była najgorsza, a nachylenie chyba największe. Resztkami sił, ale udało mi się wspiąć na

   sam szczyt nie zsiadając z roweru... cel został osiągnięty. Na Śnieżce spotkałem Piotra Formickiego, do którego od kilku lat

   należy rekord wjazdu na Śnieżkę, Artura Barańskiego oraz Jacka Domowicza, który tym razem występował w roli obserwatora

   po niedawno zdobytym brązowym medalu na Mistrzostwach Polski MTB w Wałbrzychu. "Diana" zrobiła nam kilka fotek

   pamiątkowych, co widać w galerii:). Po ogłoszeniu wyników okazało się, że zająłem 5 miejsce, w mojej kategorii dwa pierwsze

   miejsca zajęli Czesi. Gdyby nie oni, wśród polskich zawodników byłoby "pudło". Ależ ja robię kalkulacje:). Bardzo jestem

   zadowolony z tego wyścigu, wrażenia niesamowite, adrenalina i ekstremalny wysiłek...polecam wszystkim podobnie

   zakręconym, warto spróbować, trzeba to przeżyć:)

   Dystans 11 km. Czas przejazdu 1:11:05. Kategoria M4 - 5 Miejsce.

   Strona organizatora wyścigu: http://www.karpacz.pl/index.php?p=imprezy&id=408

   Photo by Diana.

  Szczecin 17.06.2007 r. Gryf Maraton MTB.

   Tego dnia już od rana nie najlepiej się czułem, problemy żołądkowe nie nastrajały zbyt optymistycznie, ale mimo wszystko

   postanowiłem wystartować. Na starcie miałem zaszczyt porozmawiania z Rafałem Dymkiem oraz kilkoma innymi kolegami.

   Już po pierwszych kilku kilometrach wiedziałem, że nie jestem w formie, ale mimo wszystko postanowiłem walczyć do końca.

   W pewnym momencie wyprzedził mnie Wojtek Szamrej i zadowolony krzyknął, że przynajmniej na początku mnie objedzie.

   Starałem się nie stracić go z pola widzenia, dodatkowym utrudnieniem było błoto, z którym od czasu do czasu musiałem się

   zmagać, a tego nie lubię. Po kilku kilometrach pościgu udało mi się wyprzedzić Wojtka i odjechać na bezpieczną odległość.

   Od tego momentu "nabrałem wiatru w skrzydła", tempo było coraz większe, a trasa bardziej sucha, więc jazda była przyjemna,

   zacząłem wyprzedzać kolejnych zawodników. Ostatnie dwa kilometry przejechałem w deszczu przy akompaniamencie

   nadciągającej burzy. Gdy dojeżdżałem do mety, Dyro przez mikrofon przywitał mnie gorąco i oznajmił, że przyjechałem na

   6 miejscu w open, co bardzo mnie ucieszyło:) Tradycyjnie również na tej edycji Gryf Maratonu zająłem drugie miejsce w swojej

   kategorii wiekowej, oczywiście za Rafałem, który w takich warunkach pogodowych czuł się jak ryba w wodzie:)

   Dystans 70 km. Czas przejazdu 2:44:22. Kategoria M4 - 2 Miejsce.

   Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton-mtb.pl/

   Wielkie dzięki za udostępnienie fotek do miksów dla Dyra oraz Michała Rulewicza

  Witnica 20.05.2007 r. Gryf Maraton MTB.

   Na miejscu byłem już dzień wcześniej, więc mogłem zrobić małe rozeznanie trasy. W dniu zawodów było bardzo upalnie, na

   starcie ustawiłem się w gronie dobrych znajomych, wśród, których, między innymi był Dyro tryskający jak zwykle swoim

   specyficznym humorem. Trasa łatwa technicznie i bez większych wzniesień, przez cały dystans jechałem równo i mocno, co

   w efekcie pozwoliło mi zająć w open 3 miejsce. Takiego wyniku w Gryfie jeszcze nie osiągnąłem, mimo tego, że Rafała nie

   dogoniłem, to i tak byłem zadowolony gdyż wyprzedziłem kilku młodszych zawodników, którzy w poprzednich edycjach

   byli przede mną. Na finiszu bardzo zacięta walka z młodym chłopakiem  z zespołu Pilskiego zakończona moim zwycięstwem.

   Ceremonia wręczania nagród bardzo sympatyczna, co widać na fotce.

   Dystans 70 km. Czas przejazdu 2:38:18. Kategoria M4 - 2 Miejsce.

   Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton-mtb.pl/

   Photo by Diana:)

  Szczecin 22.04.2007 r. Gryf Maraton MTB.

   Po pierwszym starcie na szosie teraz przyszedł czas na sprawdzian w MTB. Zmiany, jakie wprowadził Dyro do regulaminu

   dodatkowo działały mobilizująco, gdyż teraz głównym dystansem miało być 70 km, więc praktycznie wszyscy, którzy

   dotychczas startowali na 100 i 50 km będą rywalizowali na jednym dystansie. Jak dla mnie, to rozwiązanie jest lepsze, gdyż

   poprzeczka została podniesiona, przez co rywalizacja powinna być ciekawsza. Nowa lokalizacja była dla mnie wielką

   niewiadomą. Ze względu na dużą liczbę uczestników start opóźniono o około 20 minut. Maraton rozpoczynał się długim

   podjazdem, więc jak zwykle od samego początku zacząłem mocno kręcić, żeby wypracować sobie dogodną pozycję.

   Na końcu podjazdu cel swój osiągnąłem i rozpocząłem pokonywanie kolejnych kilometrów. Starałem się jechać bezpiecznie,

   bo trasy tej nie znałem. Po przejechaniu kilku kilometrów spotkałem mojego kolegę Piotra Piekarskiego, tego dnia nasze

   możliwości chyba były na podobnym poziomie, więc prawie do końca maratonu przejechaliśmy razem. Niestety i my też nie

   ustrzegliśmy się pomylenia trasy, na szczęście nie dużo, ta pomyłka nas kosztowała. Trasa mi się podobała, szczególnie ten

   podjazd na początku maratonu, gdyż dzięki niemu od razu na trasie zrobiło się luźniej i bezpieczniej. Natomiast organizacyjnie

   jak zresztą sam Robert napisał jest jeszcze dużo do poprawienia, ale znając Dyra na pewno kolejne edycje będą lepsze, gdyż

   ten facet ma "głowę na karku":). Jeżeli chodzi o rezultat sportowy, to jestem zadowolony, w swojej kategorii przegrałem tylko

   z Rafałem Dymkiem, zorientowani, to chyba wiedzą, że przegrać z tym Gościem to nie wstyd:)

   Dystans 63 km. Czas przejazdu 2:40:47. Kategoria M4 - 2 Miejsce.

   Wielkie dzięki za udostępnienie fotek do miksów dla Dyra oraz Michała Rulewicza

   Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton-mtb.pl/

  Szczecin - Binowo 24.09.2006 r. Gryf Maraton MTB - Finał.

   Chyba lepszego zakończenia sezonu kolarskiego nie mogłem sobie wymarzyć:) Zwyciężyłem w swojej kategorii wiekowej

   oraz poprawiłem mój dotychczasowy najlepszy czas przejazdu trasy o ponad minutę.

   Kończący się sezon mogę zdecydowanie zaliczyć do udanych, we wszystkich maratonach, w których brałem udział

   wygrywałem w MIV. Podczas startów, treningów dane mi było przeżywanie niezapomnianych chwil, które będę pamiętał

   bardzo długo. Dziękuję wszystkim organizatorom maratonów, w których miałem przyjemność startować za niepowtarzalną

   atmosferę i ogromną dawkę adrenaliny, od której chyba już jestem uzależniony:) Pozdrawiam wszystkich podobnie

   zakręconych, którzy rywalizowali ze mną na trasach tegorocznych maratonów, trenujcie intensywnie, bo wiosną ponownie

   spotkamy się na starcie:)

   Dystans 50 km. Czas przejazdu 2:01:04. Kategoria M4 - 1 Miejsce.

   Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton-mtb.pl/

  Łobez 16.07.2006 r.  Łobeski Maraton MTB

   Wiedziałem, że będzie, to maraton "piaskowy", w piasku radzę sobie dobrze, więc przystępowałem do tego maratonu

   z pewnymi nadziejami. Zakładałem przejechanie dłuższego dystansu czyli 69 km. Niestety zaraz po starcie czołowa grupa

   zawodników, w której się znajdowałem zamiast skręcić w prawo na trasę, pojechała za pilotującym nas autem policyjnym.

   Zanim się zorientowaliśmy, już mieliśmy 30 sekund straty. Trzeba było nadrabiać cenne sekundy, ale ja przecież lubię takie

   wyzwania:-) Po dwudziestu kilometrach byłem już na trzeciej pozycji i czułem jak z każdym kilometrem nabieram siły oraz

   pewności siebie. Około 30 kilometra czar tego wyścigu prysł:-(, gdyż na skrzyżowaniu dróg nie było żadnych oznaczeń i nie

   wiedzieliśmy, gdzie mamy jechać. Najpierw kilka minut postoju i zastanawianie w którym kierunku się udać, później kilka

   kilometrów w prawo do pobliskiej wioski i z powrotem, znowu poszukiwanie oznaczeń i tak minęło kilkanaście minut, zanim

   odnaleźliśmy prawidłową drogę. W takiej sytuacji nie miałem już żadnej ochoty na kontynuowanie jazdy, więc zakończyłem

   wyścig na krótkim dystansie. ku mojemu zdziwieniu i tak udało się wygrać:-), ale niedosyt pozostał...

   Jak się później okazało - ktoś się zabawił naszym kosztem i pozdejmował w tamtym miejscu oznaczenia trasy.

   Maraton o charakterze kameralnym, atmosfera bardzo przyjacielska, a nawet rodzinna. Bardzo dobrze się tam czułem, za co

   bardzo dziękuję "Bzykaczom" oraz organizatorom.

   Dystans 32 km. Czas przejazdu 1:23:30. Kategoria M4 - 1 Miejsce.

   Strona maratonu, którą założyli "Bzykacze" http://kamixc.tripod.com/index2.html

  Międzyzdroje 09.07.2006 r. "Trójząb Neptuna"  Letni Maraton MTB.

   Ze względu na około 70 zawodników startujących, maraton ten miał bardziej kameralny charakter, ale jak się później okazało -

   wcale nie mniej emocjonujący jak inne. Od startu utrzymywałem się w pierwszej dziewięcioosobowej grupie zawodników.

   Tempo, jak zwykle na początku, było ostre, ale później spadło na tyle, że mogłem nawet spokojnie zamienić kilka słów

   z "przybyszem" spod Jeleniej Góry. Druga połowa dystansu była już bardziej wymagająca, zarówno technicznie, jak i siłowo.

   Wąskie, kręte ścieżki, piasek, powalone drzewa i bardzo strome podjazdy, których kilku nie byłem w stanie pokonać

   na rowerze oraz niebezpieczne zjazdy ( przynajmniej dla mnie). Ten maraton utkwi mi szczególnie w pamięci ze względu na

   moje dwa groźnie wyglądające upadki. Najpierw na jednym ze zjazdów zarzuciło mi rower i już szorowałem kilka metrów

   brzuchem po liściach, jeszcze dobrze nie ochłonąłem i znowu:-) Tym razem przeleciałem nad rowerem, uderzając w powietrzu

   ramieniem o stojące obok drzewo. Na szczęście skończyło się tylko na drobnych zadrapaniach:-)

   Mimo dwóch upadków, ten maraton też mogę zaliczyć do udanych, gdyż w swojej kategorii wygrałem, a w open byłem 4.

   Trasa ciekawa i urozmaicona, głównie przebiegała przez Woliński Park Narodowy. Dzięki dla WiechoRa za fotki.

   Dystans 32 km. Czas przejazdu 1:30:20. Kategoria M4 - 1 Miejsce.

   Strona organizatora maratonu - http://www.ks.uznam.pl/maratonmtb/

  Szczecin - Binowo 11.06.2006 r. Maraton Gryfa Pomorskiego.

   Już przed samym startem było gorąco, bo dzień był bardzo upalny. Znowu podczas startu mało brakowało, a uczestniczyłbym

   w małej kolizji, ale na szczęście udało się wyjść z tego cało. Na pierwszych kilometrach jechałem w czołówce maratonu.

   Wiedziałem, że tutaj, w Binowie, muszę pilnować Dyra, bo on u siebie zawsze wypada bardzo dobrze. Nie traciłem go z pola

   widzenia do momentu, gdy czołówka zaczęła mi uciekać, więc musiałem ich ostro gonić, wtedy Dyro został w tyle, a ja i tak

   ich nie dogoniłem. Zostałem więc sam, i tak jak nigdy dotąd, jechałem prawie cały pozostały dystans solo. Nie było tak źle

   i nawet nie zabłądziłem:-) Na ostatnich kilometrach wyprzedził mnie jeden z Killersów Sopot. Z czasu byłem bardzo

   zadowolony, to mój najlepszy, jak do tej pory, wynik na tej trasie. Wiedziałem, że tego dnia dałem z siebie wszystko.

   Marika na mecie nie musiała się za mnie wstydzić, bo wygrałem w M4, a w open byłem siódmy.

   Jestem pełen uznania dla Dyra, który na pierwszym zjeździe zaliczył porządną glebę i z pękniętą kością ramienia dojechał

   do mety, zajmując trzecie miejsce!!! Kuruj się Robert, bo w Barlinku znowu będziemy się gonić:-)

   Dystans 50 km. Czas przejazdu 2:02:09. Kategoria M4 - 1 Miejsce.

   Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton-mtb.pl/

  Bogdaniec k. Gorzowa Wielkopolskiego 20.05.2006 r. Gryf Maraton MTB.

   O zmianie terminu tego maratonu dowiedziałem się zupełnie przypadkiem. Niestety, nowy termin pokrywał się z maratonem

   szosowym w Kołobrzegu. Musiałem dokonać wyboru, mimo tego, że już zgłosiłem swój udział w maratonie szosowym,

   zdecydowałem się na mtb, gdyż ostatnio w tych zawodach czuję się chyba lepiej. W mtb ostateczny wynik jest bardziej

   obiektywny, bo zależy tylko od samego zawodnika, a nie, jak w maratonach szosowych, w dużej mierze również od grupy,

   w której się startuje. Nie znaczy to, że w zawodach szosowych nie będę startował. Szosę  traktuję na równi z mtb, gdyż

   wyścigi szosowe też bardzo mnie kręcą:-) Jednak w tym wypadku musiałem dokonać wyboru. Być może w przyszłości

   w podobnej sytuacji wybiorę szosę:-)

   Ze względu na korekty w ubiorze, na start dotarłem w ostatniej chwili. Już na pierwszych metrach mało brakowało,

   a zaliczyłbym wywrotkę po chwilowym kontakcie fizycznym z innym zawodnikiem, ale udało się z tego wyjść i podążyłem

   za czołówką, która już trochę odjechała. Przed zjazdem z asfaltu byłem na optymalnej pozycji, która zapewniała mi

   dobrą pozycję wyjściową do rozpoczęcia rywalizacji na leśnych ścieżkach. Wszystko układało się bardzo dobrze do

   13 kilometra, kiedy to spadł mi łańcuch, po nałożeniu i rozpoczęciu jazdy okazało się łańcuch przeskakuje z zębatki na

   zębatkę, jak chce i kiedy chce, jazda od tego momentu zmieniła się w koszmar. Zdecydowanie zwolniłem, a inni zawodnicy

   zaczęli mnie wyprzedzać, myślałem już o wycofaniu się z wyścigu. Dogonił mnie też Robo ze swoją grupą, im nie mogłem

   odpuścić i ruszyłem mimo wszystko za nimi. Przejechaliśmy razem kilkanaście kilometrów, na jednym z większych

   podjazdów mocniej nacisnąłem i odjechałem, dołączając do następnych chłopaków, a łańcuch nadal niemiłosiernie

   przeskakiwał, mimo tego jeszcze kilku wyprzedziłem i do mety dojechałem z młodym chłopakiem, chyba z kategorii MI.

   On finiszował, więc przyjechał przede mną, ja w tym momencie marzyłem, żeby tylko dojechać do mety i udało się.

   Mimo tych problemów zwyciężyłem w swojej kategorii i byłem niezmiernie szczęśliwy:-)

   Wielkie dzięki za udostępnienie fotek do miksów dla Michała Rulewicza.

   Dystans 50 km. Czas przejazdu 2:15:49. Kategoria MIV - 1 miejsce.

   Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton.dt.pl/index.php?impreza=bogdaniec

  Szczecin - Binowo 23.04.2006 r. Maraton Gryfa Pomorskiego.

   Pierwszy mój start w tym sezonie, byłem bardzo ciekaw jak, ten sprawdzian wypadnie? Od startu wszystko układało się

   pomyślnie, czyli utrzymywałem się już zdecydowanie bliżej czołówki, niż to było dotychczas. Rozkładałem równomiernie

   siły i czułem się zdecydowanie pewniej, jak podczas startów w ubiegłym sezonie. Niestety, nie udało mi się pokonać

   wszystkich podjazdów, więc chyba jeszcze nie jestem w najlepszej formie. W końcowej fazie maratonu ktoś za moimi

   plecami krzyknął "dawaj parales", tak to na mnie podziałało, że "dałem" i do mety dojechałem na "pełnych obrotach".

   Nie wiem, kto to był, ale wielkie dzięki!!! Po zakończeniu maratonu bardzo wesoła atmosfera dzięki "killersom" z Sopotu

   oraz "bzykaczom" z Łobza. Nie mogło być inaczej, bo wygrałem w swojej kategorii:-)

   Podziękowania dla Piotra Nowackiego oraz Dyra za udostępnienie fotek do miksów fotograficznych.

   Dystans 50 km. Czas przejazdu 2:04:56. Kategoria MIV - 1 miejsce.

   Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton-mtb.pl/

   Binowo k. Szczecina 25.09.2005 r. Maraton Gryfa Pomorskiego - Finał.

   Na starcie tego maratonu stanęło około 240 zawodników. To rekordowa liczba, jeżeli chodzi o tegoroczną edycję

   Gatorade Maraton Tour. Przed startem wiedziałem ,że nie jestem w najlepszej formie. Pierwsze dwadzieścia kilometrów

   to była walka z samym sobą - później zacząłem walczyć z innymi zawodnikami:-). Od tego momentu już tylko wyprzedzałem.

   Najpiękniejszym momentem tego maratonu był chyba najtrudniejszy podjazd, który zdecydowałem się pokonać jadąc (mimo

   tego, że prawie wszyscy przede mną prowadzili rowery). Pokonując z wielkim wysiłkiem tę górkę, słyszałem tylko doping

   kibiców zgromadzonych na szczycie i później wielki aplauz. Dla takich chwil warto nadal jeździć...

   Dystans 50 km. Czas przejazdu 2:03:40. Kategoria MIII - 10 miejsce.

   Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton-mtb.pl/

   Jak zwykle trasa czytelnie oznaczona, bardzo duża i ciekawa galeria zdjęć, za udostępnienie której wielkie dzięki dla Dyra!!!

  

Piła 29.05.2005 r.  Gatorade Maraton Tour.

Na początku wyścigu małe potknięcie, które kosztowało mnie utratę bidonu, o czym dowiedziałem się dopiero po kilku

kilometrach, gdy postanowiłem ugasić pragnienie. Jakież było wtedy moje zdziwienie:-) Przy takim upale brak napoju był

dużym utrudnieniem i dodatkowym wyzwaniem. Mimo tego udało mi się szczęśliwie dojechać do mety.

Dystans 40 km. Czas przejazdu 1:31:23

Kategoria MIII - 6 miejsce.

Trasa bez większych wzniesień, ciekawe odcinki wzdłuż linii brzegowej jezior.

Bogdaniec k. Gorzowa Wielkopolskiego 28.05.2005 r. Międzynarodowy Wyścig Rowerowy w Kolarstwie Górskim.

Do tego wyścigu przystąpiłem już bogatszy o pewne doświadczenia z Binowa, ale i tak się okazało podczas wyścigu, że

bardzo ważne jest umiejętne rozłożenie sił na całym dystansie. Bardzo długie podjazdy, jak dla mnie amatora:-)

Dwa razy pomyliłem trasę i dwa razy ugrzązłem w piasku. Nad techniką muszę jeszcze dużo pracować, ale wynik

satysfakcjonujący!!!

Dystans 48 km. Czas przejazdu 2:17:05

Kategoria MIII - 4 miejsce.

Bardzo ciekawie dobrane trofea sportowe.

Binowo k. Szczecina 24.04.2005 r. Maraton Gryfa Pomorskiego.

Mój pierwszy start w maratonie mtb. Wiedziałem, że będzie ciężko - i tak było, a nawet jeszcze ciężej:-)

Dystans - 50 km. Czas przejazdu 2:12:44

Kategoria MIII - 11 miejsce.

Strona organizatora maratonu - http://gryfmaraton-mtb.pl/

Bardzo dobrze oznaczona trasa, fajnie zrobiony film, tylko szkoda, że nie ma fotek z trasy maratonu, bo moje przez

przypadek zostały skasowane:-(