music cafe | galeria | tenis | kolarstwo | aktualności | księga gości

mtb • szosa • turystyka

  SZOSA.

   Istebna 28.06.2008 r. Pętla Beskidzka - Puchar Polski.

   Jak już wcześniej sygnalizowałem,  chciałem przestać się ścigać, ale jazda w górach i jeszcze start wspólny, rozpoczynający się

   ostrym podjazdem, to przecież esencja prawdziwego kolarstwa. Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i pojechałem z moim

   menedżerem, fotografem - Izabelką w góry:) W Istebnej byliśmy już dzień przed startem, więc mogłem się z częścią trasy

   zapoznać co później owocowało podczas maratonu. Początek bardzo emocjonujący ze względu na dużą ilość uczestników.

   Udało się bezpiecznie wystartować, ale musiałem na pierwszym podjeździe nadrabiać straty do zawodników, którzy

   wystartowali wcześniej. Nie było, to łatwe zadanie, ale przecież o to chodzi w kolarstwie. Gdy wjechałem na pierwszy szczyt,

   peleton był już porozrywany na mniejsze grupki, więc teoretycznie było bezpieczniej, do momentu, gdy podczas pierwszego

   zjazdu na drogę przede mną wyjechała ciężarówka z pobliskiej budowy. Chciałem ją wyprzedzić przy prędkości około 70 km/h,

   jednak podczas mojego manewru nagle zaczęła skręcać w lewo. Jedynie szybka moja reakcja oraz kierowcy uchroniła mnie

   przed groźnym wypadkiem. Przestraszyłem się tego zdarzenia i znacznie zwolniłem, oczywiście wszyscy zaczęli mnie

   wyprzedzać, dużo straciłem na tym odcinku, gdy już dojechałem do bardziej płaskiego terenu ponownie nabrałem pewności

   siebie. Jadąc w grupie kilku zawodników rozpoznał mnie kumpel z obozu treningowego na Majorce, rozpoczęliśmy przyjemną

   rozmowę, tak jak byśmy jechali treningowo, trochę się rozluźniłem. On mógł sobie na to pozwolić, bo nie brał udziału w tym

   maratonie, jechał treningowo i w pewnym momencie atmosfera w naszej grupie za jego sprawą też była "laytowa":)

   Jednak, gdy rozpoczęliśmy wspinaczkę w okolicach rezydencji Prezydenckiej, wszystko wróciło do normy i tutaj dałem z siebie

   wszystko, to był najbardziej przyjemny odcinek. Odskoczyłem od grupy, wiedziałem, że zaraz rozpoczną się wąskie, kręte

   nawierzchnie, które dzień wcześniej zwiedzałem - piękne tereny!!! Jadąc samotnie czułem się bardziej bezpiecznie

   i komfortowo, to była wielka frajda, której długo nie zapomnę, warto było dla tych wspaniałych chwil przyjechać z tak daleka.

   Ostatni karkołomny podjazd też pokonałem samotnie, wyprzedził mnie tylko mój koleś holowany przez samochód, pomachał

   i pojechał. Spotkaliśmy się za kilka minut na mecie, gdzie wymieniliśmy wrażenia z tego przyjacielskiego maratonu oraz

   powspominaliśmy treningi na Majorce.

   Po tych zawodach doszedłem do wniosku, że już chyba co najpiękniejsze w kolarstwie dane mi było przeżyć, z czego bardzo

   jestem zadowolony. Przez te kilka lat poczułem smak prawdziwego ścigania szosowego oraz mtb. Były to naprawdę wspaniałe

   chwile, które będę pamiętał do końca moich dni... Dziękuję wszystkim, którzy uczestniczyli i przyczynili się do tego, że teraz

   w taki sposób mogę o tym pisać. Na pewno w przyszłości spotkamy się podczas kolarskich zawodów, tym razem będę się

   starał uwieczniać na fotografiach Wasze wyczyny, bo fotografia to następny przystanek na mojej drodze na którym chcę się

   zatrzymać... rowerem nadal jeżdżę i będę jeździł...

   Dystans 86 km. Czas przejazdu 3:03:09. 4 miejsce.

   Foto - Izabela:)

 

 

   Choszczno 14.06.2008 r. III Choszczeński Maraton Rowerowy "Pętla Drawska" - Puchar Polski.

   Wcześniej podjąłem decyzję, że chyba w tym sezonie już nie będę startował, ale po kilku wspólnych porannych treningach

   z moim kumplem ze szkolnej ławy - Jackiem dałem się jednak namówić, więc pojechaliśmy razem na ten maraton.

   W mojej grupie startowej znalazło się kilku dobrych zawodników między innymi bracia Chmielewscy oraz utytułowany

   Zbigniew Junak. Chciałem jak zwykle od samego początku narzucić mocniejsze tempo, ale zza pleców słyszałem koleżeńskie

   uwagi, żeby się tak mocno nie forsować, więc jechaliśmy stabilnie, dosyć szybko bez zbędnych zrywów. Podobnie, jak

   w ubiegłorocznej edycji "Pętli Drawskiej", musieliśmy pokonać niezbyt przyjemny odcinek po terenie poligonu drawskiego, był

   to dla nas również poligon doświadczalny pod tytułem "sztuka przetrwania":) Również tym razem kilku zawodników musiało

   wymieniać dętki. Przed metą finisz, którego bardzo nie lubię z tego względu, że znajduje się w centrum Choszczna, jest tam

   bardzo niebezpiecznie, tym razem doszło do małej kolizji na rondzie, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

   Na mecie podziękowania za wspólną jazdę, wymiana wrażeń i do domu...

   Gratulacje dla Jacka Styburskiego za zajęcie II-go miejsca!!!

   Dystans 79 km. Czas przejazdu 2:05:24. Średnia prędkość 37,8 km/h. 1 miejsce.

   Foto - Izabela:)

 

   Ustronie Morskie 02.05.2008 r. Wyścig kolarski Masters "O złotą wstęgę Ustronia Morskiego"

   Prawdziwe ściganie w najlepszym tego słowa znaczeniu, ani przez moment się nie nudziłem. Non stop jazda na maxa i pełna

   koncentracja. Jak dla mnie, to było duże wyzwanie, gdyż i tym razem na starcie stanęli najlepsi obecnie kolarze - "Mastersi"

   w kraju, na czele z obecnym Mistrzem Polski Leszkiem Brunke. Cieszę się, że do mety dojechałem w głównym peletonie

   walcząc i jadąc aktywnie co widać na zdjęciach:). Szkoda mi tylko tego nieudanego finiszu, bo zapowiadało się naprawdę

   dobrze, ale chyba, to brak doświadczenia, muszę wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość...:)

   Dystans 53 km. Czas przejazdu 1:22:57. Średnia prędkość 38,31 km/h. 7 miejsce.

   Foto - Izabela:)

 

   Gryfice 26.04.2008 r. Gryfland - Supermaraton Rowerowy - Puchar Polski.

   Dzięki za wspólną jazdę dla wszystkich uczestników z mojej grupy, którzy towarzyszyli mi przez całe okrążenie,

   a w szczególności dla ziomka - Adama:) Pozdrowienia dla wszystkich kumpli z którymi mogłem na mecie zamienić kilka słów

   po zimowej przerwie oraz dla kumpli - kolarzy z Drawska, których co roku przybywa z czego się bardzo cieszę:)

   Dystans 77 km. Czas przejazdu 2:02:16. Średnia prędkość 37,8 km/h. 2 miejsce.

   Strona organizatora maratonu: http://www.gryfland.pl/

   Foto - Izabela:)

   Mogilno 13.04.2008 r. Otwarcie Sezonu Masters 2008. Memoriał im. Jana Wichłacza.

   Mój pierwszy start kontrolny w tym sezonie. Zaczynam poznawać tajniki ścigania z najlepszymi kolarzami licencjonowanymi:)

   Przyznam, że trochę mnie kręci i mobilizuje jazda z elitą:). To jeszcze kolejny krok do przodu.

   Dystans 51 km. Czas przejazdu 1:17:44. Średnia prędkość 39,6 km/h. 8 miejsce.

   Foto - Izabela:)

   Kołobrzeg 29-30.09.2007 r. Bicykl Maraton 2007 - Puchar Polski.

   Przelotny deszcz i bardzo silny wiatr - podczas takiej aury przyszło nam rywalizować w Maratonie Kołobrzeskim. Na starcie

   stanąłem razem z moim kolegą Radkiem Pewniakiem, w ostatniej chwili dołączył do nas Jan Małek, co mnie ucieszyło. Po

   starcie wyjechałem na czoło naszej grupy i tak przez prawie cały Kołobrzeg jechałem pierwszy, narzucając mocne tempo. Na

   drodze wyjazdowej, gdy już trochę osłabłem, zwróciłem się do Janka, żeby dał mi zmianę i zachęciłem go do współpracy.

   poskutkowało, bo od tego momentu robiliśmy równe zmiany, gdy się obejrzałem ze zdziwieniem stwierdziłem, że jest nas

   tylko trzech, a reszta stawki została daleko z tyłu. Tym trzecim był zawodnik z Włocławka, po numerze startowym

   zidentyfikowałem go jako kolarza z mojej grupy wiekowej. Jednak po kilku kilometrach również on nie wytrzymał naszego tempa

   i musieliśmy wspólnie z Jankiem pracować na dobry wynik. Bardzo silny wiatr zniechęcał do jazdy, a chwilami na otwartych

   przestrzeniach trzeba było uważać, żeby nie stracić równowagi, szczególnie przy nagłych bocznych powiewach. Dodatkowym

   utrudnieniem były gałęzie drzew, leżące na drodze, połamane przez wichurę. Pomimo tych wszystkich zagrożeń pędziliśmy do

   przodu, wyprzedzając kolejne grupy zawodników. Przed Karlinem wyprzedziliśmy mojego dobrego kumpla Jacka Styburskiego,

   który i tym razem narzekał na skurcze mięśni. Podczas wyprzedzania kolejnej grupy zawodników dołączył do nas młody chłopak,

   ale na początku nie kwapił się do współpracy, dopiero po krótkiej uwadze Janka nieśmiało zaczął dawać zmiany. Do mety było

   jeszcze około 30 km, już wtedy zacząłem myśleć, jak będzie wyglądał nasz finisz. Tak się złożyło, że ten sezon szosowy

   rozpocząłem w Świnoujściu, jadąc razem z Jankiem w grupie i zakończenie też miało być z nim, więc szykowałem się na rewanż

   po przegranym o grubość opony finiszu w Świnoujściu. Jednak życie ułożyło inny scenariusz, gdyż około dwudziestu kilku

   kilometrów przed metą Janek złapał gumę. Musiałem więc dalej jechać z młodym, początkującym kolarzem. Wytłumaczyłem

   mu, jak ma się ustawiać względem wiatru - nie chciałem go "wystawić do wiatru" :). Po kilku kilometrach jednak został z tyłu

   i resztę dystansu musiałem pokonać, jadąc samotnie. Przy tym wietrze nie było to przyjemne i łatwe zadanie, sprężyłem się

   gdy pomyślałem sobie, że być może jadę po zwycięstwo. Przy wjeździe do Kołobrzegu dogoniłem kolejną grupę, w której był

   mój kolega z poprzednich maratonów Adam Dybowski - on jako jedyny dołączył do mnie i razem szczęśliwie dojechaliśmy do

   mety, gdzie dzielnie czekała na mnie moja fotoreporterka Marika:). Gdy już wszyscy z dystansu 80 km dojechali do mety,

   spotkałem się z ziomkami, żeby podzielić się wrażeniami. Później z Jankiem i Adamem sprawdziliśmy u sędziego nieoficjalne

   wyniki i okazało się, że wygrałem we wszystkich kategoriach wiekowych. Sezon szosowy 2007 uważam za zakończony i bardzo

   się cieszę, że takim wynikiem. W tym roku zdecydowanie więcej startowałem na szosie - kolarstwo szosowe potraktowałem

   bardziej priorytetowo. Poczułem smak prawdziwego kolarstwa szosowego w górach, a to przecież, jak określił jeden z moich

   kumpli "sól kolarstwa". Miałem okazję bezpośredniej rywalizacji z najlepszymi mastersami w kraju podczas Mistrzostw Polski.

   Gdy przed trzema laty zaczynałem swoją przygodę z rowerem, nie myślałem, że tak mocno się zaangażuję i będę osiągał wyniki,

   które wówczas nawet mi się nie śniły. Sama jazda rowerem sprawia mi wielką frajdę, a możliwość startów z najlepszymi

   i osiąganie z roku na rok lepszych wyników są dodatkową premią w postaci wielkiej satysfakcji i niezapomnianych wrażeń...

   Dystans 80 km. Czas przejazdu 2:22:10. Średnia prędkość 33,8 km/h. 1 miejsce w M4. 1 Miejsce w open.

   Strona organizatora maratonu: http://supermaraton.tkk.pl/

   Photo by Marika:)

 

   Podgórzyn 08-09.09.2007 r. Górskie Mistrzostwa Polski "Masters"

   Do startu w tej prestiżowej imprezie od dłuższego czasu namawiał mnie mój dobry kolega - kolarz Jan Dymecki, nie byłem

   pewien, czy już jestem przygotowany, żeby rywalizować z "zawodowcami". Mimo tego, że dwa tygodnie temu skończyłem

   kurację antybiotykową, postanowiłem spróbować. Wyrobiłem licencję kolarską i już czułem się jak zawodowy kolarz:).

   Górskie Mistrzostwa Polski trwały dwa dni, w pierwszym dniu rywalizowali starsi zawodnicy, moja grupa wiekowa miała ustalony

   start w drugim dniu zawodów. Przyjechałem do Karpacza dzień wcześniej, więc mogłem przyjrzeć się dokładnie jak wygląda

   przebieg Górskich Mistrzostw Polski "Masters". Zrobiłem też trening rozpoznawczy po trasie wyścigu. Podczas zjazdu zatrzymał

   mnie policjant i poinformował, że na zboczu trasy wyścigu znaleziono zwłoki zawodnika dzisiejszych zawodów. Gdy zsiadłem

   z roweru, zobaczyłem rozbity rower oraz przykryte folią zwłoki. Poczułem przerażenie, smutek, żal oraz strach, teraz jeszcze

   bardziej obawiałem się jutrzejszego startu. Na wieczornej odprawie technicznej powiadomiono nas o tej tragedii oraz proszono

   o zachowanie szczególnej ostrożności podczas zjazdów. Nie ukrywam, że wieczorem miałem o czym myśleć...

   Trasa składała się z sześciu pętli, każda o długości 14,5 km, start w Sosnówce Górnej, dojazd do Borowic, zjazd do Podgórzyna

   oraz podjazd o długości 6 km z Sosnówki Dolnej do Sosnówki Górnej. Od startu tempo nie było duże, na zjeździe widać było, że

   wczorajsza tragedia zostawiła piętno w głowach zawodników. Prędkość dochodziła do 70km/h, ale można było więcej, mimo

   moich wcześniejszych obaw na zjazdach czułem się pewnie. Było ślisko ze względu na padający deszcz, na szczęście po

   pierwszym okrążeniu opady ustały i zrobiło się ciepło, jak dla mnie aż za ciepło, szczególnie na podjazdach, już wtedy

   wiedziałem, że ubrany jestem nieodpowiednio do panujących warunków, nie było wyjścia - musiałem się pocić:) Moje wrażenia

   po przejechaniu pierwszej pętli były pozytywne, wszyscy jechali dosyć statycznie, ale na podjeździe mocno. Na drugiej pętli

   podczas podjazdu poczułem, że mogę mocniej przycisnąć, odjechałem wszystkim na około 30 metrów, jednak szybko mnie

   dogonili i później z wielkim trudem dojechałem z nimi na szczyt. Na trzecim okrążeniu już nie szarżowałem tylko dotrzymywałem

   najlepszym kroku. Podczas czwartego podjazdu dosyć spokojnie jechaliśmy, nawet kilka osób prowadziło rozmowę i w tym

   momencie zaatakował Leszek Brunke, zanim się zorientowaliśmy, było już za późno, jego przewaga wynosiła kilkadziesiąt

   metrów , cała nasza grupa rozerwała się, ja zostałem za czołową siódemką zawodników, nie byłem w stanie ich dogonić.

   Ostatnie dwa okrążenia przejechałem sam, utrzymując ósmą pozycje do mety. Tak wyglądał mój pierwszy start w "Mastersach".

   Po wyścigu pozostał mały niedosyt, bo były szanse na trochę więcej, ale biorąc pod uwagę pewne fakty, chyba jak na pierwszy

   raz i to od razu w Mistrzostwach Kraju powinienem być zadowolony. Wzbogacony o pewne nowe doświadczenia już zacząłem

   myśleć o powtórce w przyszłym roku, oby tylko zdrowie dopisało. Pozdrowienia dla mojego kolegi z gór Artura Barańskiego,

   który w tym roku został wicemistrzem Polski. Zapamiętajcie to nazwisko, bo gościu w górach jest naprawdę mocny, a za rok, kto

   wie...:) Jeszcze raz wielkie podziękowania dla ziomka Jasia Dymeckiego, dzięki któremu znalazłem się na tych mistrzostwach

   i posunąłem się o krok dalej w kolarstwie szosowym. Niestety Janek miał awarię na trasie i nie ukończył wyścigu.

   Czas najwyższy wspomnieć o "Dianie", która dzielnie wspiera i pomaga mi podczas wielu wyścigów i maratonów, jak zapewne

   zauważyliście, robi coraz lepsze foty:)

   Dystans 87 km. Czas przejazdu 2:56:46. 8 miejsce kategoria Masters II A.

   Photo by Diana:).

   25.08.2007 r. VI Gorzowski Maraton Rowerowy - Puchar Polski.

   Nie byłem do końca zdecydowany, czy wystartować, gdyż przed trzema dniami skończyłem kurację antybiotykową po zatruciu

   salmonellą. Dwa krótkie treningi, jakie przeprowadziłem nie mogły nastrajać optymistycznie, ale mimo wszystko postanowiłem

   spróbować. Tym razem znalazłem się w grupie startowej z kolegami ze Stargardu. Jazda zapowiadała się bardzo przyjacielsko

   i tak tez było. Na pierwszym podjeździe zostało nas sześciu, po kilku kilometrach odpadł na "góralu" Ernest, zostałem ja

   i czterech kolegów ze Stargardu. Współpraca układała się dosyć dobrze, Sylwek tylko nie wychodził na zmiany, ale

   tolerowaliśmy go, bo to koleś:). Nie wiedziałem przy takim układzie, jak będzie wyglądał finisz. Z mojej kategorii wiekowej był

   jeszcze jeden zawodnik ze Stargardu, więc zapowiadała się ciekawa rywalizacja. Na około osiem kilometrów przed metą, gdy

   przez dłuższy czas prowadziłem naszą grupę, na podjeździe zaatakowało dwóch zawodników, na szczęście nie było wśród nich

   mojego konkurenta z MIV. Wiedziałem już, że w tym momencie przyjacielska jazda się skończyła i teraz trzeba walczyć

   o zwycięstwo. Gdy troszkę odsapnąłem, postanowiłem na następnym podjeździe zaatakować. Atak się powiódł, moja przewaga

   nad pozostałą dwójką zawodników zwiększała się, natomiast byłem coraz bliżej dwójki uciekinierów, w pewnym momencie

   brakowało mi około 20 metrów, jednak nie udało się dołączyć do nich. Jechałem między dwiema parami. Utrzymałem swoją

   pozycję do mety, z czego byłem bardzo zadowolony. Na mecie wzajemne podziękowania za wspólną jazdę oraz wymiana

   wrażeń, a było o czym rozmawiać...:). Bardzo miłe spotkanie z "Dyrem" Gryf Maratonu, który po raz pierwszy zdecydował się

   spróbować swoich sił na szosie i zajął 3 miejsce w MIV.

   Dystans 74 km. Czas przejazdu 1:57:48. 1 miejsce w M4.

   Strona organizatora maratonu: http://cyklista.net/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1

   Photo by Diana.

  11.08.2007 r. Choszczeński Maraton Rowerowy "Pętla Drawska" - Puchar Polski.

    W telegraficznym skrócie napiszę, że byłem trochę zniesmaczony na mecie tego maratonu, a to za sprawą Edmunda Gniadzika,

    z którym przejechałem cały dystans. Szczegółów nie będę zdradzał, nic takiego, on wie o co chodzi:). Do momentu wjazdu

    na teren poligonu naprawdę kręciliśmy ostro, gdy nawierzchnia zmieniła się w drogę brukową, wybiło nas to z rytmu i tempo

    spadło. Dziękuję Edmundowi za wspólną jazdę, bo po maratonie, a raczej wyścigu, nie było okazji:)

    Pozdrowienia dla wszystkich ziomków, którzy tak licznie stanęli na starcie, a w szczególności dla naszego ambitnego debiutanta

    w tej dyscyplinie - Jacka Styburskiego. Niestety fotek brak z tej imprezy, na stronie organizatora znalazłem tylko kilka malutkich.

    Dystans 79 km. Czas przejazdu 2:09:01. 1 Miejsce w MIV.

 

  24.06.2007 r. Pętla Karkonosko - Izerska. Najcięższy podjazd w Polsce!!!

    Drugi dzień zawodów składał się z czterech etapów ściganych oraz pięciu etapów turystycznych. Rozpoczęliśmy od przejazdu

    turystycznego podczas, którego tempo było typowo rekreacyjne. Bardzo przyjemna przejażdżka, można było zamienić kilka słów

    z kumplami, jak również z Cezarym Zamaną oraz Markiem Galińskim, który tego dnia dołączył do nas i planował pobić rekord

    wjazdu na przełęcz Karkonoską. Po tym rozjeździe przyszła kolej na prawdziwe ściganie. Ruszyliśmy zatem ostro całym

    peletonem pod górę. Podczas tego podjazdu moi rywale "Kalin" i Robert pilnowali mnie, jechaliśmy więc razem. Jednak

    w pewnym momencie poczułem, że stać mnie na więcej, przycisnąłem mocniej i odjechałem rywalom. Na mecie tego

    pierwszego krótkiego etapu moja przewaga nad nimi wyniosła około 20 sekund. Poczułem się pewniej, co jeszcze bardziej

    dodało mi sił i następne etapy ścigane podobnie się kończyły. Kulminacją całej dwudniowej imprezy miał być finałowy wyścig -

    - najtrudniejszy podjazd w Polsce , którego nachylenie miejscami dochodziło do 30%. Jak zapowiadali organizatorzy dla

    zawodników miała to być droga przez mękę i tak też było. Tego nie da się opowiedzieć, to trzeba przeżyć...:).

    Gdy już byłem na szczycie miałem łzy w oczach ze szczęścia, bo wiedziałem, że udało się, wysiłek był to morderczy...

    Po ogłoszeniu wyników okazało się, że w łącznej klasyfikacji zająłem 2 miejsce w M4, to było tylko potwierdzenie tego, że

    w górach czuję się naprawdę dobrze, mimo tego, iż mieszkam i trenuję na Pomorzu. Po powrocie do domu ze zdumieniem

    stwierdziłem: "gdzie ja teraz będę trenował, przecież tutaj wcale nie ma podjazdów", ale po tygodniu wszystko wróciło do

    normy:) Bardzo jestem zadowolony z tej imprezy, tutaj tak naprawdę poczułem smak prawdziwego kolarstwa szosowego...

    Strona organizatora maratonu: http://www.mazoviamtb.pl/index-petla.php

  23.06.2007 r. Pętla Karkonosko - Izerska - Prolog.

    To był mój pierwszy start w górach, więc kolejne wyzwanie oraz wielka niewiadoma. Raczej nie obawiałem się tej imprezy,

    gdyż podczas treningów górskich dosyć dobrze się czułem, jednak treningi, to nie to samo, co wyścig. Ten pierwszy etap

    zaliczany do łącznej klasyfikacji Pętli Karkonosko - Izerskiej rozpoczynał się w pięknie położonym miasteczku uzdrowiskowym

    Świeradowie Zdroju. Na miejsce startu dotarłem jako jeden z pierwszych mogłem, więc spokojnie porozmawiać z kolesiami

    z Dolnego Śląska oraz ziomkami z Pomorza. Konkurentów w swojej kategorii miałem wybornych, bo na starcie stawiła się

    cała czołówka generalnej klasyfikacji Supermaratonów, czyli Andrzej Gryckiewicz, "Kalin", Adam Litarowicz, Paweł Frąckowiak

    oraz jeden z najlepszych czasowców w kraju Robert Malinowski. Wystartował też oczywiście organizator, czyli Cezary Zamana.

    Wszystkie etapy Pętli Karkonosko - Izerskiej były typowymi podjazdami. Trasa prologu wynosiła 6 km, suma przewyższeń 540m.

    Od startu narzuciłem sobie mocne tempo, które po około 2 kilometrach okazało się zbyt duże, momentami brakowało sił,

    z wielką nadzieją wypatrywałem odcinka o mniejszym nachyleniu, ale nic z tego non stop ostro pod górę. Dopiero na około 1 km

    przed metą lekko podjazd zmniejszył nachylenie, ale tylko na około 200 metrów. Gdy przejeżdżałem linię mety byłem tak

    zmęczony, że zastanawiałem się czy w jutrzejszych następnych etapach wystartować...:) Jednak po powrocie do bazy wyścigu

    stwierdziłem, że zająłem 2 miejsce w swojej kategorii i już wiedziałem, że jutro muszę walczyć o utrzymanie tej wysokiej

    lokaty:). Przegrałem tylko z Piotrem Wroną z Opola, zaraz za mną zostali sklasyfikowani "Kalin", Adam, Robert i Paweł.

    Wiedziałem, że następnego dnia rywalizacja będzie jeszcze bardziej zacięta:)

    Dystans 6 km. Czas przejazdu 00:26:33. 2 miejsce w M4.

    Strona organizatora maratonu: http://www.mazoviamtb.pl/index-petla.php

  Łobez 02.06.2007 r. III Łobeski Maraton Rowerowy im. Eugeniusza Gostomczyka - Puchar Polski.

   Tydzień przed maratonem wybrałem się na objazd trasy razem z kolegami oraz organizatorami, których reprezentował Gieniu.

   Po krótkiej rozgrzewce z objazdu zrobiło się małe ściganie, o którym na forum szczegółowo napisał Daniel.

   Niestety we wtorek rano wstrząsnęła mną wiadomość, że Gieniu Gostomczyk nie żyje, a przecież jeszcze dwa dni temu razem

   jechaliśmy i pamiętam, jak się żegnaliśmy, nie sądziłem, że to będzie nasze ostatnie pożegnanie...

   Po tym bardzo smutnym wydarzeniu Łobeski Maraton Rowerowy nazwano imieniem Eugeniusza Gostomczyka.

   Wielokrotnie z Gieniem spotykałem się na treningach, zawodach, służbowo, towarzysko i zawsze był to człowiek uśmiechnięty,

   dowcipny, koleżeński, życzliwy i taki w mojej pamięci pozostanie...

   W dniu zawodów od samego rana moje samopoczucie nie było najlepsze, wiedziałem, że może być trudno i tak tez było, jechało

   mi się ciężko, a tempo w naszej grupie było bardzo wysokie. Na 70 kilometrze grupa się rozerwała, załapałem się do pierwszej

   piątki liderów. Niestety, tego dnia nie byłem w stanie dawać mocnych zmian , myślałem tylko o dojechaniu z nimi do mety

   i tak też się stało. Był to dla mnie bardzo ciężki maraton, ale na mecie tym bardziej byłem zadowolony z osiągniętego wyniku.

   Dystans 105 km. Czas przejazdu 2:33:14. Średnia prędkość 41.1 km/h. 2 miejsce w M4.

   Strona organizatora maratonu: http://www.turystykalobez.pl/maraton/index.htm Dzięki dla Adama Litarowicza za fotki do mixów.

 

  Leszno 12.05.2007 r. II Leszczyński Maraton Rowerowy - Puchar Polski.

   Na Leszczyński Maraton jechałem z wielką ciekawością ze względu na rekordowo dużą ilość uczestników, ciekawy też byłem,

   jak wypadnę w konfrontacji z zawodnikami regionu wielkopolskiego, bo oprócz stałych bywalców Pucharu Polski na listach

   startowych pojawiło się dużo nieznanych mi nazwisk. Pomimo huraganowego wiatru poprzedniego dnia, poranek w dniu

   maratonu powitał nas bezwietrzną słoneczną pogodą. Wpłynęło to na mnie uspokajająco, więc bez większych emocji

   wyjechałem z hotelu rowerem na miejsce startu. Tutaj spotkałem ziomków z Drawska i nie tylko,  tradycyjna wymiana

   informacji, kto z kim i w jakiej grupie. Dzięki uprzejmości Artura Dudziaka znalazłem się w grupie z moim kolegą z maratonu

   Świnoujskiego Henrykiem Sienkiewiczem oraz Arkadiuszem Gaul, Robertem Kądziąłka, Andrzejem Gryckiewiczem czyli

   chyba elita:). Nie byłem pewny, czy wszyscy będą zainteresowani forsowaniem dużego tempa od samego startu, gdyż

   zadeklarowali dystans 200 km. Jednak od razu ruszyliśmy bardzo mocno, bo za nami jechała silna grupa, w której byli

   zawodnicy z ambicjami wygrania tego maratonu. Grupy liczyły po 6 osób, a odstępy czasowe wynosiły tylko 2 minuty.

   Od samego początku bardzo dobrze mi się współpracowało z chłopakami, średnia prędkość cały czas powyżej 40 km/h

   Taka jazda najbardziej mnie kręci, adrenalina, współpraca, siła i moc, gdzie każdy daje z siebie wszystko:) Bardzo szybko

   mijaliśmy zawodników, którzy startowali przed nami, wzajemnie się pozdrawiając, w pewnym momencie ktoś do nas krzyknął

   "to ta grupa!!!", jeszcze bardziej mnie to zdopingowało. W takim rytmie jechaliśmy do miejscowości Śmigiel, gdzie w pewnym

   momencie na skrzyżowaniu nie było oznaczeń i musieliśmy czekać na kogoś zorientowanego, straciliśmy w ten sposób

   około minuty i to wystarczyło żeby trzech zawodników z grupy pościgowej do nas dołączyło, w tym momencie nasza grupa

   liczyła już około 10 osób. Tempo nadal wysokie, ale współpraca już nie była płynna, czasami próby ucieczek, ale w zasadzie

   zdecydowana większość dojechała do zjazdu na 105 i 200 km. Tak jak wcześniej zadeklarowałem, skręciłem w prawo

   wybierając dystans 105 km, za mną podążył tylko Arkadiusz Gaul. Do mety było jeszcze około 2-3km, wiedziałem, że na tym

   długim finiszu muszę dać z siebie wszystko:), cisnąłem maksymalnie, prędkość 40km/h, miałem przewagę około 150 m

   i utrzymałem taką do mety. Zaraz po zakończonym finiszu podziękowaliśmy sobie i Arek wówczas stwierdził, że " to wielka

   przyjemność jechać w grupie z najlepszymi", obaj chyba byliśmy szczęśliwi...

   Gdy już ochłonąłem zaszliśmy z kolegami do biura maratonu obejrzeć trofea i od razu naszą uwagę przykuły cztery efektowne

   puchary za zwycięstwa w kategorii open kobiet i mężczyzn na dystansach 105 i 200 km, komentarze nasze były podobne

   "otrzymać taki puchar, to zaszczyt i wyróżnienie". Jak się wieczorem dowiedziałem właśnie jeden z nich stał się moją

   własnością, gdyż wygrałem w open. Byłem bardzo szczęśliwy!!! Był to mój duży sukces, gdyż na dystansie 105 km

   startowała rekordowa ilość 237 zawodników.

   Wielkie dzięki dla Artura Dudziaka za życzliwość oraz pozwolenie wykorzystania fotografii z maratonu. do miksów.

   Dystans 105 km. Czas przejazdu 2:36:49. Średnia prędkość 40,2km/h.

   Strona organizatora maratonu: http://www.bikefun-leszno.com/news.php  Zdjęcia: www.olekbortel.com

  

  Bogdaniec 28.04.2007 r. Maraton Rowerowy "Zbyszka" z Bogdańca - Puchar Polski.

   Przed startem wszystkich uczestników maratonu przywitały liczne chmary bardzo dokuczliwych muszek, po których pamiątki

   nosiłem jeszcze przez kilka kolejnych dni. Startowałem w jednej z ostatnich grup, więc było trochę czasu, żeby zamienić kilka

   słów ze starymi znajomymi z ubiegłorocznego Maratonu Gorzowskiego. Taktyka została ustalona, ruszyliśmy zatem od samego

   startu  mocno, współpraca układała się nawet dobrze. Część zawodników odpadła, kilku jak zwykle próbowało się z nami

   zabrać, ale nikt nie dojechał z nami do mety. Od Kostrzyna tempo troszkę spadło, przejazd przez samo miasto wybił nas

   z  rytmu, później jeszcze Witnica, gdzie też trzeba było zwolnić  i te nieszczęsne skrzyżowania, średnia prędkość musiała spaść:)

   Do mety dojechaliśmy we czterech: Marek Walendzik, Darek Wróbel, Ernest Kaiser, który dzielnie dotrzymywał nam koła na

   góralu i ja. Niestety, nie wiedziałem jak wygląda dojazd do mety, gdy zaczęliśmy wszyscy ostro finiszować nagle się okazało,

   że musimy zjechać z asfaltu pod ostrym kątem na drogę żużlową. Zbyt mocno przyhamowałem na zakręcie i już leżałem na

   żużlu, szybko się podniosłem i dojechałem do mety, ale jako czwarty. Dobrze, że wszyscy, którzy ze mną jechali w grupie byli

   z innych kategorii wiekowych. Czas, jaki uzyskałem pozwolił zwyciężyć w MIV. Na mecie skorzystałem z pomocy medycznej

   i już tylko mogłem się cieszyć, że nie nabawiłem się poważniejszej kontuzji:)

   Dystans 73 km. Czas przejazdu 1:56:28. Średnia prędkość 37,7km/h.

   Strona organizatora maratonu: http://www.zbyszko.bogdaniec.pl/?p=6&im=im1

   Photo by Diana:)

  Świnoujście 14.04.2007 r. Supermaraton Rowerowy im. Olka Czapnika - Puchar Polski.

  Podczas rejestracji w biurze zawodów byłem świadkiem dyskusji na temat grup startowych. Wiesław Rusak stwierdził, że

  bardzo mocną grupą będzie VIII, gdzie wystartują bardzo dobrzy zawodnicy, tutaj padały poszczególne nazwiska, wiedziałem,

  że chodzi o moją grupę startową, więc już miałem o czym myśleć tego wieczoru:) Chciałem się sprawdzić z najlepszymi,

  którzy jeżdżą na krótkie dystanse, bo najwięcej przyjemności sprawia mi taka rywalizacja.

  Następnego dnia, jak to zwykle bywa przed startem - mała łamigłówka pod tytułem "Co na siebie włożyć?"; po rozwiązaniu tego

  małego dylematu pozostał już tylko start. Od pierwszych kilometrów wiedziałem, że Wiesław miał rację, rozpoczęliśmy

  ostro - prędkość przez cały czas powyżej 40 km/h. Wszystko działo się tak szybko, że nie było okazji spojrzeć do tyłu, żeby

  zobaczyć ilu nas zostało. Na podstawie analizy fotograficznej po wyścigu okazało się, że przez Międzyzdroje jechało nas

  ośmiu, ale zaraz na pierwszej górce za Międzyzdrojami zgubiliśmy swój "ogon" i kontynuowaliśmy jazdę w czwórkę -

  Jan Małek, Jacek Banasik, Henryk Sienkiewicz i ja; patrz fotka "maraton_rowerowy_sw_4". Po kilku kilometrach zauważyłem,

  że tylne koło Henryka zaczęło dostawać wibracji, wiedziałem, co będzie za chwilę i tak też się stało..."było nas trzech

  w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel" i do tego celu musieliśmy podążać bez Henryka. Zmiany robiliśmy

  już krótsze, ale prędkość spadła niewiele. Wyprzedzaliśmy kolejnych zawodników, na kilkanaście kilometrów dołączył do

  "naszego pociągu" Adam Dybowski, jadący na "góralu". Następnie dogoniliśmy grupę, w której większość osób jechała na

  dystansie 80 km, dalej pojechaliśmy już razem. Jakież było moje zdziwienie, gdy po około 20-30 km od momentu, gdy miał

  awarię Henryk, zobaczyłem go stojącego z rowerem przy samochodzie, który na dachu miał rowerowe części serwisowe.

  Po kilku minutach Henryk już był między nami...resztę zapewne znacie z wypowiedzi na forum, więc nie będę poruszał tego

  wątku:). Po kilkunastu kilometrach dogoniliśmy słynną grupę długodystansowców, gdzie oczywiście między innymi jechali -

  Adam Litarowicz oraz "Kalin". W tak licznej dwudziestoosobowej grupie przejechaliśmy ostatnie kilkanaście kilometrów.

  Na finiszu postanowiłem powalczyć z Janem Małkiem. Prawie udało mi się wygrać - ale ten brak doświadczenia...

  Byłem już prawie pewien zwycięstwa, przed samą metą niepotrzebnie zwolniłem i w tym momencie Jan mnie wyprzedził

  o 20 cm. Kolejna nauczka na przyszłość:). Następnego dnia okazało się, że wygrałem w swojej kategorii, a w open byłem

  drugi za Janem Małkiem. Wielkie dzięki dla organizatorów oraz wszystkich, z którymi miałem przyjemność rywalizowania

  na trasie maratonu!!! Sezon kolarski 2007 uważam za otwarty:)

  Dystans 80 km. Czas przejazdu 1:59:41. Średnia prędkość 40km/h.

  Strona organizatora supermaratonu: http://www.ks.uznam.pl/?menu=impr&impreza=3

 Gryfice 05.08.2006 r. Gryfland  Supermaraton Rowerowy - Puchar Polski.

  To był typowo wodny maraton. Prognozy zapowiadały ciągłe opady deszczu, ale ja miałem nadzieję, że może i tym razem

  synoptycy się pomylą:-), niestety teraz, to ja się pomyliłem. W momencie startu mojej grupy na chwilę się rozpogodziło

  chyba po to, by nas zachęcić do jazdy:-) Na wyjeździe z Gryfic zgubiłem bidon, czyli znowu po raz kolejny czekało mnie

  wyzwanie. Perspektywa przejechania 115 km bez napoju nie napawała mnie optymizmem. W tym momencie wolałem, żeby

  zaczęło padać i długo nie musiałem czekać. Od 10 kilometra do mety deszcz już nas nie opuszczał, przez większą część

  był nawet ulewny. W okolicach Trzebiatowa Sebastian Kabaciński podał mi swój bidon, za co jestem mu bardzo wdzięczny

  W połowie trasy zatrzymaliśmy się w punkcie żywieniowym i tam mogłem się już zaopatrzyć w wodę. Jeżeli chodzi o samą

  jazdę podczas tego maratonu, to do Trzebiatowa jechałem w kilkuosobowej grupie, tempo było dosyć duże, ale wiedziałem, że

  może, to nie wystarczyć na podium. Dopiero, gdy dogoniła nas grupa 8, czyli ta, która startowała za nami, jazda nabrała miana

  prawdziwego wyścigu i czasami musiałem dawać z siebie wszystko, żeby nie zostać w tyle. Pod koniec pierwszej pętli

  dogoniliśmy grupę długodystansowców, czyli Adama Litarowicza, Daniela Śmieję i kilku innych kolegów, ale oni musieli

  oszczędzać siły na jeszcze jedno okrążenie, więc do mety dojechaliśmy w pięcioosobowej grupie. Bardzo byłem zadowolony

  z czasu jaki osiągnąłem na mecie:-)

  Dystans 115 km. Czas przejazdu 3:01:00. 2 Miejsce w swojej kategorii wiekowej.

  Strona organizatora supermaratonu: http://www.gryfland.gryfice.pl/gryfland/gryfland/index.html

 Gorzów Wielkopolski 03.06.2006 r. V Gorzowski Maraton Rowerowy - Puchar Polski.

  Grupa, w której startowałem była ostatnią jaka wyruszyła na trasę maratonu, a raczej wyścigu, bo tym razem wybrałem dystans

  71 km. Już po przejechaniu pierwszych kilometrów zostało nas pięciu, czyli jak dla mnie - akurat. Tempo było dosyć ostre,

  współpraca układała się dobrze, poza kilkoma przypadkami, gdzie dwaj kolesie po moich zmianach próbowali mnie

  bezskutecznie zgubić. Na trasie kilka osób próbowało się z nami zabrać, ale po jakimś czasie nie wytrzymywali tempa

  i zostawali w tyle. Do mety dojechaliśmy prawie wszyscy w jednej grupie. Na mecie okazało się, że zrobiłem sobie prezent

  imieninowy w postaci zwycięstwa:-) Oczywiście, byłem bardzo zadowolony, ale wiedziałem, że mogłem mieć jeszcze lepszy

  czas, gdyby nie to nasze "czarowanie" na ostatnich kilometrach:-)

  Dzięki za wspólną jazdę dla Adama Dybowskiego, który dzielnie dotrzymywał nam koła na "góralu", młodego Jarka Szczypka

  oraz kolesi: Darka Wróbla i Marka Walendzika za te dodatkowe emocje:-)

  Dystans 71 km. Czas przejazdu 1:57:10. Średnia prędość 36,6 km/h. 1 Miejsce w swojej kategorii wiekowej.

 Łobez 29.04.2006 r. Pierwszy etap Pucharu Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych.

  Wszystkie prognozy pogody przewidywały na ten dzień ulewne deszcze, więc psychicznie byłem nastawiony na jazdę w tych

  trudnych warunkach. Na szczęście i tym razem prognoza się nie sprawdziła, maraton odbył się bez kropli deszczu.

  Wystartowałem w trzeciej grupie, gdzie prawie wszyscy zadeklarowali dystans 330 km, tylko Daniel, Adam i ja jechaliśmy na

  dystansie 110 km. Już od pierwszych kilometrów było wiadomo, kto w tej grupie będzie najmocniej pracował. Przed pierwszym

  punktem kontrolnym Daniel "złapał gumę" i musiał opuścić naszą grupę. Po około 10 kilometrach zauważyłem, że moja

  kierownica jest luźna i opuszcza się w dół, o dokręceniu śrubek nie było mowy, gdyż wiedziałem, że przez pierwsze okrążenie

  wszyscy przejadą bez żadnego postoju. Jechałem, więc tak, co chwilę obracając kierownicę ku górze...

  Próbowałem oderwać się od, jak dla mnie, za dużej grupy, ale zbyt mała ilość osób była zainteresowana ucieczką, więc

  postanowiłem spokojnie dojechać do mety i wtedy właśnie "przespałem" moment, gdy na ostatnim punkcie kontrolnym

  niepozornie odjechało kilku zawodników, jak się później okazało, najlepszych tego maratonu. Gdy się zorientowałem, było już za

  późno i nie udało mi się ich dogonić. Do mety dojechałem w dużej, chyba dwudziestoosobowej grupie, gdyż dołączyło do nas

  kilku zawodników z grup, które wystartowały przed nami. Na mecie jeszcze nieudany finisz i Adam Dybowski wyprzedził mnie

  o jedną sekundę. Te fakty chyba same mówią za siebie, że nie mogę być do końca zadowolony ze swojego startu. Były to

  nowe doświadczenia, z których, mam nadzieję, wyciągnę odpowiednie wnioski:-)

  Dystans 110 km. Czas przejazdu 3:10:02. Średnia prędkość 34,7 km/h. 3 miejsce w swojej kategorii wiekowej.

  Podziękowania dla Adama Litarowicza za udostępnienie fotek.

  Strona organizatora maratonu: http://www.vidibell.pl/supermaraton/index.htm

  Międzyzdroje 11.09.2005 r. Drużynowa jazda na czas.

  Po wczorajszym nieudanym starcie byłem trochę sceptycznie nastawiony. Wystartowałem razem z sympatycznymi kolegami,

  z którymi czasami jeżdżę na wspólne treningi. Nasz team nosił nazwę "Grupa Łobeska". Na początku trasy troszkę

  współpraca nam się nie układała, ale po dziesięciu kilometrach, gdy zaczął padać ulewny deszcz, tempo zdecydowanie

  wzrosło, a jazda w drużynie stała się wielką przyjemnością. Pierwszy raz jechałem w takim ulewnym deszczu i na początku

  troszkę się obawiałem, ale udało się szczęśliwie dojechać do mety.

  Dystans 56 km. Czas przejazdu 1:23:48. Średnia prędkość 40,2km/h. 3 miejsce :-)

  Strona organizatora czasówki : http://www.orzelbielik.pl/czasowka/index.htm

  Międzyzdroje 10.09.2005 r. Indywidualna jazda na czas.

  Następne nowe doświadczenia z dziedziny amatorskiego kolarstwa już mam poza sobą. Mimo tego, że uzyskałem

  najlepszy czas z naszej Drużyny Drawsko - Łobeskiej, to ze swojej jazdy nie byłem zadowolony. Nie potrafiłem utrzymać

  odpowiedniego tempa, a wiatr bardzo mi przeszkadzał. Chyba za bardzo chciałem pojechać jak najlepiej:-)

  Dystans 26 km. Czas przejazdu 42:50. Średnia prędkość 36,7 km/h. 9 miejsce w swojej kategorii wiekowej.

  Strona organizatora czasówki : http://www.orzelbielik.pl/czasowka/index.htm

  Gorzów Wielkopolski 27-28.08.2005 r.  Finał Pucharu Polski w Szosowych Maratonach  Rowerowych.

  To był mój pierwszy start po prawie trzymiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją. Do tego maratonu przystępowałem

  z pewnymi obawami, przede wszystkim pierwszy raz miałem przejechać taki długi dystans - 209 km. Nie byłem pewien, czy

  po tak długiej przerwie będę w stanie nawiązać walkę z innymi zawodnikami. W pamięci jeszcze miałem makabryczny widok

  wypadku mojego kolegi podczas naszego niedzielnego treningu. Na starcie tego maratonu stanęło ponad 200 uczestników.

  Już na pierwszych kilometrach zapomniałem o wszystkich swoich obawach i zacząłem nabierać pewności siebie.

  Od 75 kilometra zostało nas w grupie tylko trzech. Zmiany musiały być częstsze i wysiłek większy. Wyprzedzaliśmy kolejne

  grupy kolarzy. Podczas wyprzedzania jednej z takich grup usłyszałem z ich strony "uwaga pociąg jedzie". To mnie jeszcze

  bardziej uskrzydliło i zmobilizowało do większego wysiłku. Kilku zawodników próbowało dołączyć do naszego pociągu,

  ale po pewnym czasie odpadali. Na 160 kilometrze dopadł nas mały kryzysik i musieliśmy zrobić postój na "doładowanie".

  Końcówka dla mnie była najtrudniejszą częścią tego maratonu, ale udało się razem dojechać do mety w czasie 6:23.

  Średnia prędkość 33 km/h. 12 miejsce w swojej kategorii wiekowej. Wynik jak dla mnie satysfakcjonujący po tak długiej

  przerwie. Jeszcze raz wielkie dzięki dla Daniela i Stanisława za wspólną jazdę oraz cenne uwagi;-)

  Impreza zorganizowana na wysokim poziomie pod każdym względem. Puchary oraz medale wręczał sam Lech Piasecki.

  Podziękowania i gratulacje dla organizatorów!!!

  Strona organizatora maratonu - http://www.cyklista.pl/maraton/4gmr/index.html

Choszczno 11-12.06.2005 r. Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych "Pętla Drawska"

Zdarza się podczas wyścigów, maratonów, że w chwilach ekstremalnego wysiłku przychodzą do głowy myśli: "Nie dam rady,

co ja tutaj robię, to już ostatni raz", lecz na mecie, bez względu na wynik, zawsze jest wielka satysfakcja.

W tym przypadku był smutek i żal, gdyż z powodu choroby musiałem zrezygnować ze startu i mogłem się tylko przyglądać,

jak poszczególni zawodnicy przejeżdżają przez moje miasteczko, to było przykre... Poczułem, jak bardzo jestem zakręcony

na punkcie maratonów rowerowych.

Strona organizatora maratonu - http://www.choszczno.biz/petla/

   Łobez 14-15.05.2005 r. Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych.

   Mój pierwszy start w maratonie szosowym. Jestem pod dużym wrażeniem tego, co się dzieje podczas wyścigu na trasie...

   Adrenalina, wysiłek, praca w grupie, rywalizacja, koncentracja i upragniona meta. Uwielbiam się ścigać...

   Dystans  - 110 km.  Czas przejazdu  -  3:20:20

   Kategoria OPEN - 2 miejsce.

   Kategoria MIII - 1 miejsce. Jak na pierwszy raz chyba lepiej być nie mogło:-)

   Strona organizatora maratonu - http://www.lobez.supermaraton.org/

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Darmowe tapety tylko do użytku domowego.

Wykorzystywanie całości lub części materiałów w innych serwisach bez pisemnej zgody autora zabronione.

Zdjęcia chronione prawem autorskim. parales@life.pl